Na zamku - Jarosław Klecha - radosna twórczość własna :-)
- Gówno prawda - powiedział Krasnoludek.
- Co, gówno - zapeżył się Czarodziej. Wplótł palce w siwą brodę i dodał:
- Zresztą Królewna tam była, to może wam powiedzieć.
- Gówno prawda - zaciął się Krasnoludek.
- Smoki nie isnieją. Smoki to bajki dla dzieci...
- He, he... - wtrącił Kopciuszek.
- Uciszcie się do cholery - zarządził Czarodziej i orkiestra tuzina świerszczy zamilkła struchlała.
- Jestem Czarodziejem, znam się na rzeczach niezwykłych. Gdybyś więcej czasu poświęcał księgom, wiedziałbyś, że smok zeżar jednego z waszych królów.
- Królożerca! Służba! Łapać królożercę! - Król, choć nieżle pijany, orientował się w temacie rozmowy.
Służba jak zwykle zignorowała Króla.
- Sam se złap - wymknęło się Lokajowi.
- Królewna może potwierdzić - powtórzył Czarodziej.
- A gdzie jest Królewna? - zapytał rozglądając się.
- Z kim... - skomentował Lokaj.
Królewna wpadła do komnaty dyskretnie poprawiając włosy.
- O czym mówicie? - zapytała.
- Krasnoludek nie wierzy w smoki - oskarżycielsko wskazał na Krasnoludka Czarodziej.
- Ten kurdupel śmie wątpić, że posiadam rozległą i głęboką wiedzę...
- Gówno prawda - strzelił Król prawie spadając z tronu.
- Księżniczko - zaczął Czarodziej z ukłonem tzw. dworskim.
- Powiedz, czyś widziała smoka na weselu twej starszej siostry?
- Nie. Niezbyt dobrze się czułam i jeden ze służących odprowadził mnie do mej komnaty.
- He, he.. - wtrącił Lokaj.
Rany julek, co ja tu wypisuję?