Lądowanie - Jarosław Klecha - radosna twórczość własna :-)
Poruszali się pewnie. Jak zawsze w terenie. Szli rozsypani w tyralierę w czterystumetrowych odstępach. Lekko pofałdowany, zalesiony teren tworzył labirynt na przestrzeni kilku najbliższych kilometrów marszu. Tam będą bagna. Kilometr wgłąb bagien, powrót.
- przyspieszamy.
-OK
-OK
-OK
Biegli. Każdy równym rytmem. Cały czas kontrolując oddech i coś w rodzaju małp na czymś w rodzaju drzew. Przebiegli tak ze dwa kilometry, kiedy Silver dał znak do zbiórki. W ciągu paru minut dotarli tam wszyscy. Weszli w bagno gęsiego, sprawdzając drogę kijami.
Przejście jednego kilometra bagien jest operacją mało przyjemną. Błotko wciśnie ci się wszędzie gdzie zdoła. Skaner na hełmie nie potrafi wykryć dna na którym stoisz, więc nie zobaczysz co cię zeżre. Brnęli zanurzeni do piersi. Co chwilę czuli w powietrzu metan. Nie jest to groźne zanim ktoś nie zapali papierosa.
Gold zatrzymał się, wyciągnął rękę i wskazał nią coś, nieco w lewo.
- Jest. Włazu nie widzę.
Mieli szczęście. Właz nie zapadł się pod powierzchnię. To oszczędziło im mnóstwa roboty z dostaniem się dośrodka. Silver z kieszonki wyjął kartę i za jej pomocą odbezpieczył właz. Obrót koła i właz stanął otworem. Zabłysło światło. Krótki korytaż wypełniała aparatura. Wskaźniki jednoznacznie sugerowały, że oba hibernatory są pełne, niesprawne i że śmierć hibernowanych nastąpiła w siódmej i jedenastej minucie od startu kapsuły.
- Idę to obejrzeć. Black, zabierz swoją skrzynkę - rzucił Silver.
Obie pokrywy hibernatorów były w pełni przejrzyste. Dwaj mężczyźni byli mocno poparzeni. Ten większy miał złamaną rękę i stracił oko. Silver zawrócił.
- Black?!
- Skończyłem.
Pytający wzrok Blacka spowodował, że Silver lekko skinął głową. Słowa były zbędne. Już na orbicie znali odczyty automatów kapsuły ratunkowej. Tak, te automaty nigdy nie zawodzą. Zwiastują śmierć, więc nie zawodzą. Jednak pozostaje kwestia prawna. Śmierć ludzi musi stwierdzić człowiek. A poza tym mieli tu jeszcze jedno do zrobienia. Trzeba się pozbyć kapsuły. Ładunki wybuchowe zakładane przez Golda i Pinka nastawiali na 15 minut. Właściwie ładunki nie rozsadzą kapsuły, a stopią ją w bezkształtną masę. Woda bagienna będzie wrzeć w promieniu kilkudziesięciu metrów, a w promieniu kilku, bagno wyschnie całkowicie. Rozegra się tu jeszcze dramat dziesiątek żab, tysięcy komarów i milionów bakterii. Jeśli na tej planecie też żyło to plugawstwo.
Po powrocie do lądownika Silver i Gold zasiedli przy sterach. Pink zajął się systemem obrony i komputerem, a Black analizą czarnej skrzynki z wraku. Gold zarządził standartową procedurę startu.